SŁOWO NA LIPIEC

cropped-cropped-cropped-logotypPM.jpg

KOCHAĆ – PIERWSZY STOPIEŃ MIŁOŚCI

„Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.” (Rz 13,10)

Święty Franciszek z Asyżu opowiada w swoim testamencie, jak pewne spotkanie przemieniło jego życie oraz wyzwoliło go z wielkiej duchowej ślepoty, w której pogrążały go przyjemności ciała, ziemskie bogactwa i próżność fałszywych marzeń młodości.

Sam Franciszek pisze: „Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dał tak rozpocząć życie pokuty: gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry. I Pan sam wprowadził mnie między nich i okazywałem im miłosierdzie. I kiedy odchodziłem od nich, to, co wydawało mi się gorzkie, zmieniło mi się w słodycz duszy i ciała; i potem nie czekając długo, porzuciłem świat.” (Testament, §1).

Rzeczywiście, pewnego dnia, kiedy Franciszek jechał konno, napotkał trędowatego. Ale zamiast się od niego oddalić, jak to zwykle czynił – czy to z obrzydzenia na widok zniekształconego ciała trędowatych, czy to ze strachu, że sam zarazi się chorobą – zsiadł z konia i, przynaglony tajemniczym wewnętrznym poruszeniem, objął i ucałował tego człowieka. Kiedy zaś ponownie wsiadł na konia, zauważył, że nie było już nikogo w pobliżu. W trędowatym Franciszek spotkał samego Chrystusa, który poprzez ten gest Miłosierdzia przemienił jego serce. To, co wcześniej było gorzkie, stało się słodkie, a to, co dotychczas wydawało się słodkie (jak przyjemności i bogactwa oferowane przez świat), napełniło się goryczą. Nasze życie nabiera właściwego znaczenia wyłącznie w Miłości.

Słowo mówi nam, że ten, kto miłuje, przechodzi ze śmierci do życia (por. 1 J 3,14). Wystarczy jeden gest miłości, prawdziwe spotkanie, aby  „narodzić się na nowo” w Duchu, bo „Bóg jest Miłością”! „Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest Miłością” (1 J 4,8). To dlatego nasz brat jest drogą, która prowadzi do Boga i ukazuje nam nas samych! To poprzez spotkanie z bratem możemy zakwitnąć we wszystkie nasze dary i odkryć naszą misję w świecie!

Tak też było w przypadku św. Józefa Benedykta Cottolengo. Do 44. roku życia wiódł spokojny i wygodny żywot „wielebnego kanonika”, który niewiele myślał o cierpieniu innych. Aż pewnego razu dostał nagłe wezwanie. Uboga kobieta umierała, rodząc dziecko na ulicy, wobec bezsilnej rozpaczy rodziny. Józef, wstrząśnięty tak wielkim cierpieniem, odnalazł nowy sens życia i założył Dzieło „Cottolengo”. Okazywał Miłosierdzie, niosąc pomoc ubogim i chorym przez ostatnie lata życia, i tak oto wypełnił swą misję. Rzeczywiście:

„Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.” (Rz 13,10)

Doświadczenia te w świetle Słowa Bożego zyskują szczególne znaczenie, które może wprowadzić rewolucję w naszym życiu!

Słowo Boga jest faktycznie cudowną szkołą życia, w której uczymy się odkrywać tajemnicę nadającą sens całej naszej egzystencji: Miłość do braci! Na koniec życia będziemy sądzeni z Miłości, z konkretnej miłości, która wyraża się szczególnie w dziełach Miłosierdzia wymienionych przez św. Mateusza w 25. rozdziale jego Ewangelii we fragmencie o sądzie ostatecznym: nakarmić głodnych, napoić spragnionych, przyodziać nagich, przyjść do więźniów, nawiedzić chorych, przyjąć przybyszów… (por. Mt 25,31 i nn.). Dlatego właśnie, jak mówi św. Paweł, „Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.” (Rz 13,10). Z tego powodu święty Jan poucza, że w kimś, kto posiada majętność tego świata i zarazem widzi, że jego brat cierpi niedostatek, ale zamyka przed nim serce, Miłość Boga nie może trwać (por. 1 J 3,17).

Można powiedzieć, że na tej drodze Miłości są różne stopnie: pierwszym stopniem Miłości jest Kochać! Zdecydować się na Miłość niezależnie od wszystkiego i wszystkich, bezinteresownie i za darmo: Kochać dla Miłości! Kochać tak, jak Kochał Jezus: rezygnując z wszelkich praw! „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6-8).

To właśnie jest sekret prawdziwego szczęścia: kto postanawia kochać, powinien „zrzec się swych praw”. „Jeśli pragniesz być zawsze szczęśliwy” – powiedziała pewnego razu naszym misjonarzom Maria Paola – „nie oczekuj nigdy niczego od nikogo. Kochaj dla miłości, nie domagając się swych praw, nie spodziewając się od nikogo wdzięczności. A jeśli dostaniesz jakąś odpowiedź, będzie to niespodzianka od Boga. Wszelki gest miłości przyjmuj z wdzięcznością, w przekonaniu, że dostałeś go za darmo, i nigdy sam się go nie domagaj”.

To właśnie jest „szaleństwo ewangelii”, o którym mówi św. Paweł w 1 Kor 1,18: kochać, rezygnując z prawa do bycia kochanym. Musimy zrozumieć, że całe chrześcijańskie życie można podsumować w zaledwie dwóch słowach: MODLITWA i MIŁOŚĆ! Na modlitwie przyjmuję Miłość Ojca rozlaną w moim sercu (por. Rz 5,5), a kochając pozwalam, by ta miłość wylewała się i płynęła do świata niczym Miłosierdzie, które jest zawsze dla każdego, dla tych dobrych i tych złych, bo tak właśnie kocha Ojciec (por. Mt 5,45).

Jeśli będziemy tak żyć, wówczas żadne nieporozumienie, żadna niezgoda, żadna trudność w relacji nigdy nie ograniczą miłości. Przeciwnie: sprawią, że Miłość będzie jeszcze czystsza, jeszcze bardziej Boża, bardziej miłosierna! Zawsze powtarzam, że nie możemy przekazać pilota do naszego życia i szczęścia w ręce innych. Moja decyzja, że będę kochał, i moje spełnienie tego postanowienia nie mogą zależeć od tego, co inni o mnie mówią lub myślą, co dla mnie robią lub czego nie robią. Pilot do mojego życia musi być w moich rękach, w mojej decyzji, że wytrwam w Miłości, bo „Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4,16).

„Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.” (Rz 13,10)

Cudownie jest żyć w ten sposób, rezygnując z wszelkiego „prawa” i mając tylko jeden „dług”, jak mówi św. Paweł: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością” (Rz 13, 8-10). Od tego, kto tak żyje, rozchodzą się promienie Raju. Taka osoba po prostu kocha. Kocha i to wystarczy, bo miłość wystarcza samej sobie! Kochając w ten sposób, każdego dnia posuwamy się naprzód, stopień po stopniu, na drodze przebóstwiającej nas miłości.

Pamiętam moją babcię: dotknęło ją wiele cierpień, ale mimo to była zawsze uśmiechnięta, gościnna, czuła… Kto przebywał w jej towarzystwie, czuł się jak w raju. Za dnia była dla innych, dla każdego, bez wyjątków. Noce zaś oddawała Bogu: długie godziny spędzała na modlitwie w kuchni, w bliskości z Bogiem. Ty również z pewnością znasz kogoś, kto miłością przemienia tę ziemię w kawałek nieba.

Przychodzi mi na myśl wielu braci i sióstr, których miłość jest niewyczerpana, a ich przykład mnie zawsze buduje. Nigdy się na innych nie złoszczą, nigdy się nie skarżą ani niczego dla samych siebie nie żądają. Jedna z takich osób powierzyła mi sekret swojego serca: kochać i modlić się! I każdego dnia ofiarowywać wszystkie poświęcenia i modlitwy w intencji jednej osoby. To „pełna”, przepełniona życiem osoba, bo „miłość jest doskonałym wypełnieniem prawa”.

My również wysyłajmy wokół siebie promienie Raju, żyjąc gorliwie tym pierwszym stopniem miłości: kochając dla miłości.

o. João Henrique